• Wpisów:50
  • Średnio co: 37 dni
  • Ostatni wpis:4 lata temu, 15:51
  • Licznik odwiedzin:2 758 / 1926 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
 
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
"To, że two­ja wrażli­wość uczu­ciowa mieści się w łyżeczce do her­ba­ty nie świad­czy o tym, że wszys­cy są tak upośledzeni. "

"Zagłusza­nie bólu na ja­kiś czas spra­wia, że pow­ra­ca ze zdwo­joną siłą. "

"Obojętność i lek­ce­ważenie często wyrządzają więcej krzywd niż jaw­na niechęć. "

"Pat­rząc na ciem­ność lub śmierć boimy się niez­na­nego - nicze­go więcej. "

"Le­piej um­rzeć, niż zdradzić swoich przyjaciół. "

"Nad­chodzi czas, kiedy będzie trze­ba wyb­rać między tym co dob­re, a tym co łatwe. "

"Ich obec­ność była je­go od­wagą, to ona spra­wiała, że był w sta­nie ro­bić krok za krokiem. "

"Nie jest ważne, kto kim się urodził, ale czym się stał! "

"... ludzie ma­ja dziwną skłon­ność do wy­biera­nia te­go, co pro­wadzi ich do zguby. "

 

 
Jestem całkiem sama,
Zagubiona.
Bez żadnych perspektyw.
Zajmuję małą cząstkę,
Tego, co jeszcze niedawno
Było dla mnie światem.
Jestem na granicy.
Jakiej?
-Nie potrafię określić.
Ale czy to ważne?
Wszystko straciło sens.
Malowniczy zachód Słońca,
Które już dawno dla mnie zgasło,
Małe kropelki deszczu,
Które już nigdy nie obmyją mojej twarzy z łez,
Spadające liście w barwach jesieni,
Których już nigdy nie ujrzę,
Ciche brzdąkanie skrzypiec,
Których dźwięku już nigdy nie usłyszę.
Teraz, powolnie spływające łzy
Są moimi najlepszymi i jedynymi przyjaciółkami,
A ból i cierpienie - wiernymi kompanami.
Już zapomniałam jak wygląda prawdziwe życie.
Już zapomniałam, co to jest radość.
To słowo straciło dla mnie znaczenie.
Jakby nigdy nie istniało takie coś,
Jak szczęście.
Może to dlatego, że nigdy nie udało mi się go doświadczyć?
Jedyne uczucie, które jestem w stanie opisać to
Samotność.
Świat jest głuchy na moje wołanie.
Nie słyszą, czy nie chcą usłyszeć?
Ludzie są obojętni na moje prośby o pomoc.
Już przywykłam do myśli,
Że nigdy jej nie uzyskam.
Cichy szloch,
Którego echo niesie się po całym pomieszczeniu
Blask Księżyca,
Lekko oświetlającego moją twarz
Drżące dłonie.
Zapuchnięte oczy.
Tuziny łez.
Blada twarz,
Na której zabrakło jakiegokolwiek wyrazu.
Chociaż cienia uśmiechu.
Nie
Przecież ja się nie uśmiecham.
Jestem Czymś,
Czego już dawno powinno nie być.
Mój żywot, a raczej nic nieznaczące istnienie
To coś w rodzaju słabego spektaklu teatralnego.
Czuję, jak każdy milimetr mojego ciała przeszywa ból,
Daje mi bardzo dobrze do zrozumienia, że już czas.
Dusze się.
Powietrze, którym próbuję oddychać jest trujące.
Moja dusza jest podarta na malutkie cząsteczki,
Które już nigdy się nie połączą
W jedną całość.
Znikam.
Jeżeli to czytasz, to znaczy że wiesz co czuję,
Jak marne jest dla mnie Coś, co Ty nazywasz życiem.
Z mojej perspektywy to nieskończona ilość męki.
Taki los był mi przeznaczony.
Tak, to ja -
Potępiona.
 

 
- Zayn, prestań... To nie ma sensu. Ona nie jest Ciebie warta... - mówiłaś po raz setny, czekając aż w końcu ten chłopak znany jako Bad-boi z One direction weźmie się w garść i przestanie myśleć o tej su*e, która złamała mu serce. Nigdy nie widziałaś go bardziej zrozpaczonego, ne potrafiącego się pozbierać... A znasz go od zawsze. Jesteście przyjaciółmi odkąd sięgasz pamięcią. Zawsze trzymaliście się razem. To Ty byłaś najważniejsza, ale któregoś dnia pojawiła się ONA. Alice. NIe miałaś do niego żalu, ponieważ przecież każdy ma prawo się zakochać. Szczególnie, gdy miliony napalonych nastolatek za nim szaleje. Teraz, kiedy po miesiącu nie odzywania się, nie dzwonienia. Nawet szkoda mu było na jednego głupiego sms'a o treści 'hej, co tam?'. Czy to naprawdę takie trudne? Ale nie to było ważne w tej chwili. Jesteś jego przyjaciółką - musisz mu pomóc. Innego wyjścia z sytuacji ne ma.
Siedzieliście tak, gdy po paru minutach zabrzmiał gwizdek. Wstałaś i zrobiłaś ciepłą herbatę temu biedakowi. Spowrotem usiadłaś koło niego i patrzyłaś jak z bladozielonego kubka ulatuje coraz to więcej pary. Na zewnątrz padał deszcz. Drobne krople tczyły wyścigi na szybach okien. Zatopiłaś się w dźwięki wody stopniowo, jakby rytmicznie uderzającej o parapet, dach... Spływającej po rynnie, aż w końcu do kanałów.
Wiedziałaś, że rozmowa w takiej sytuacji nie ma sensu. On zawsze taki był. Już się nie zmieni, pomyślałaś spoglądając na niego kątem oka. Gdy miał problem, wolał go przemilczeć. Dlaczego?-Tego nikt nie wie, i w kazdym razie się nie dowie. Ma taki swój sposób bycia. Może dziwny, ale tak naprawdę niesamowity. Podziwiałaś go za to.
- Czemu to cholerne życie zawsze musi dawać tak mocno po dupie? - zapytał, tym samym wyciągając Cię z transu.
- Każdy z nas kiedyś tego doświadczył lub doświadczy. Ciesz się, że masz to już za sobą.
- A ty?- spytał.
- Co ja?
- Doświadczyłaś podłości tego świata? - na chwilę zamilkłaś. Zastanawiałaś się co powiedzieć.
- Ciągle jej doświadczam. W każdej sekundzie mojego życia. Towarzyszy mi za każdym razem, wszędzie... - patrzył na Ciebie tymi niesamowicie pięknymi oczami. Widać było, że nie rozumie. Wcale mu się nie dziwiłaś.
Nie miałaś takich typowych problemów. Po prostu nie potrafiłaś poradzić sobie z samotnością, która Cię otaczała. Myśl, że nie masz tej osoby, dla której warto żyć rozdzierała Cię od środka. Miałaś kilku chłopaków, ale żaden z nich nie był 'tym jedynym'. ''Może ja nie potrafię kogoś pokochać?'', pomyślałaś. Takie myśli często kłębiły się w Twojej głowie. Czułaś, że czegoś Ci brakuje. -Uczucia.
- [T. I.], wszystko w porzątku? - spytał, widząc Twoją twarz, na której zaczęło pojawiać się coraz więcej łez, mozolnie spływających po Twoich bladoróżowych policzkach. Nie miałaś siły. Chciałaś mu pomóc, ale nie potrafiłaś. Odpuściłaś. Poddałaś się. NIe wytrzymałaś. Łzy zaczęły się mnożyć, resztki tuszu popłynęły razem z całym smutkiem. Wybuchłaś płaczem. Zayn, widząc to przytulił Cię. Tego potrzebowałaś. Bliskości. Nie próbował Cię pocieszać, po prostu pozwolił płakać. Byłaś mu bardzo wdzięczna. Przytulił Cię jeszcze mocniej i wyszeptał Ci do ucha:
''Nie płacz, kocham Cię, mała''
  • awatar Gość: http://przygoda-ewelin.blogspot.com/ Zapraszam pisze bloga o One Direction. Mam nadzieję, że mnie odwiedzisz i zostawisz po sobie ślad :)
  • awatar Secrets of hurts: Awwwww Kocham Cię :*
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Ty: Zayn, skąd mam wiedzieć, że mnie kochasz?
Z: To przecież oczywiste.
Ty: Udowodnij
*Zayn bierze do ręki swoje ulubione listerko*
Z: to dla ciebie <T.I.> *rzuca nim w podłogę, lusterko roztrzaskuje się*
Ty: Coś ty zrobił! Przez ciebie będziemy mieć 7 lat nieszczęścia!
Z: Babie nigdy nie dogodzisz!


 

 
Ołkej, tak więc imagine z Lou na początek.
Taki baaaardzo krótki xdd. Mam nadzieję, że się chociaż trochę spodoba : )



Byłaś wkurzona. Twój teraz już były chłopak przed chwilą całował się z Twoją najlepszą przyjaciółką i to na Twoich oczach! Był piątkowy wieczór, a Ty zamiast siedzieć sobie w parku z chłopakiem i znajomymi zostałaś wysłana do sklepu. Właśnie przez to jakże niewinne wyjście przyłapałaś tego debila na zdradzie…
To dziwne, że teraz, kiedy najchętniej położyłabyś się na swoim łóżku i zaczęłabyś płakać musisz iść to tego pier*olonego sklepu po marchewki potrzebne Twojej mamie do sałatki! Weszłaś do pierwszego lepszego marketu skierowałaś się prosto na stoisko z warzywami. Jak na złość stał tam jakiś wysoki, brązowowłosy chłopak w koszulce w paski. Nie widziałaś jego twarzy, ponieważ stał tyłem i wrzucał ‘tony’ marchewek do reklamówki.
- Ej, no może z łaski swojej zostawisz chociaż kilka? – powiedziałaś zirytowanym głosem, chociaż i tak już wszystko było Ci obojętne.
Chłopak odwrócił się. Ujrzałaś jego twarz. O mój Boże! To Louis Tomlinson! Z One Direction!
- Ee… przepraszam… - jedyne słowa, które zdołałaś wypowiedzieć.
- Nic się nie stało – uśmiechnął się – Rzeczywiście czasami przesadzam z ilością tego pomarańczowego cuda. – patrząc się na marchewkę zrobił rozmarzoną minę – zaśmiałaś się.
- To jak, bierzesz tą marchewkę? – spytał.
- Aa tak.
Gdy już wzięłaś tyle ile było Ci potrzebne razem poszliście do kasy.
- Nawet nie spytałem jak się nazywasz.
- [T.I], w takiej chwili wypadałoby się spytać o to samo, ale po co skoro to wiem? – zaśmiał się
***
Gdy już wyszliście ze sklepu chłopak spytał się Ciebie czy może Cię odprowadzić. Z chęcią się zgodziłaś. Dzięki niemu zapomniałaś o swoim byłym.
Szliście w milczeniu. Odezwałaś się pierwsza:
- No to jesteśmy na miejscu. – powiedziałaś pokazując ruchem głowy na mały domek z ogródkiem.
- Może dasz mi swój numer telefonu… no bo wiesz… Jeżeli tego nie zrobisz, to nie będziesz miała z kim chodzić do sklepu po marchewki. To jak?
*dwa miesiące później*
- Mniaaam!
- Ej no! Oddawaj moją marchewkę!
- A co jeśli nie?
- To schrupię Ciebie, zamiast niej.- powiedział Louis unosząc powoli swoje ciemne brwi.
- Uuups! – zjadłaś ostatni kęs warzywa.
- Teraz już jesteś moja – pocałował Cię i wziął na ręce, żeby ‘przetransportować’ Cię… no sama wiesz gdzie xd.


 

 
-To nie skończy się dobrze. - powiedziała Ola, targając na plecach ogromny plecak.
-Trzeba było zostać w domu. - odpowiedziałam z wyrzutem. Wiedziała, że nie chcę jej do niczego zmuszać, ale konsekwencji nie uniknie, mimo, że jest najmłodsza.
-Nie marudź młoda.
-Nie mów na mnie 'młoda'-to było określenie, którego siostra Ani nienawidziła.
Hmmm gdzie mamy w ogóle iść? Jaki jest cel? -nieważne.
-Ej, patrzcie, tam!-ktoś się zatrzymał.
-No to jazda.
Otworzyłam drzwi. Zobaczyłam ciemnowłosego chłopaka, może jakoś dwa lata starszy. No pięknie, pomyślałam. Byłam wkurzona. Miało nie być żadnych chłopaków, a tu nagle jakaś ładna buźka się do mnie szczerzy. -.-
-To gdzie się panie wybierają? -powiedział drugi, który siedział koło kierowcy.
-Nad morze.
-To zapraszamy.
Ku*wa.
No i stało się. Jedziemy. Nawet w sumie nie jest tak źle.
Przez całą drogę śmialiśmy się z żartów, jak się okazało Rafała. Od razu obczaiłam, że non stop gapi się na Anię. Tak szczerze mówiąc to miałąm cholerny zaciesz, bo wiedziałam, że ona zasługuje na kogoś tak fajnego. Widać to po nim.
W końcu dojechaliśmy do... Gdańska. To gdzie teraz macie zamiar pójść, spytał 'nasz pan kierowca' -Marcin.
-Ee... no nie wiem, zaraz coś znajdziemy.
*Hmm no właśnie, ale co?* xd

Taaaka krótka część xdd
  • awatar keep-it: Hej :) Mam ogromną prośbę: lajkniesz tą stronkę? Bardzo nam na tym zależy... Mogę się jakoś odwdzięczyć, pisz na priv jak coś :D http://www.facebook.com/#!/pages/O-pi%C4%99%C4%87-krok%C3%B3w-wyprzedzaj%C4%85c-ludzkie-my%C5%9Bli-o/383547428386944
  • awatar Beautiful♥: wow, cute ;*
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
W końcu po długiej nieobecności się zmobilizowałam, żeby dodać rozdział xd

2. Siedziałyśmy w parku i rozmawiałyśmy o… życiu i o wszystkim co się do tej pory zdarzyło. Stwierdziłyśmy, że ostatnio nie wydarzyło się nic na tyle szalonego i równie zabawnego.
- Pojedźmy nad morze! – rzuciłam, a w moim oku pojawił się błysk podekscytowania.
- To nawet nie jest taki głupi pomysł – stwierdziła Ola
- No, ale trzeba ogarnąć kiedy jest jakiś pociąg.
- Nie – powiedziałam wpatrując się przed siebie chociaż moje myśli były tak intensywne, że nie widziałam nic poza plażą i błękitną wodą. Już czułam te promienie słońca, widziałam uśmiech na naszych twarzach.
Dziewczyny spojrzały na mnie spojrzeniem typu ‘wtf?!’
- Że co? – gapiły się na mnie, a na ich twarzach rysowała się dezorientacja.
- Pojedźmy autostopem! – spojrzałam na moje przyjaciółki i dostrzegłam radość wymieszaną z nutką zdziwienia.
Po chwili milczenia doczekałam się odpowiedzi.
- Czemu nie? – zaczęłyśmy się śmiać.
- Ale tylko my. Żadnych chłopaków i znajomych. Nikt więcej.

***

Reszta dnia minęła nam na planowaniu podróży. ‘Jestem pi**dolnięta’, pomyślałam. Ale już przecież nie ma odwrotu…
Zostało jeszcze najgorsze – rodzice. Tego nie przewidziałam. Przecież oni w życiu nie pozwolą na coś takiego! Postanowiłyśmy połączyć nasze siły i spytać razem, przy kolacji, którą urządziłyśmy w domu moich przyjaciółek.
- Mamo… - zaczęłam – bo wiesz… mamy taki pomysł.
- Możemy pojechać nad morze autostopem? – wypaliła Ola.
Na twarzach rodziców Ani i Oli oraz mojej mamy pojawiło się zdziwienie. Myślałam, że zaraz zabiją nas wzrokiem.
- No bo przecież mamy już 17 lat… są wakacje – próbowałam jakoś negocjować, choć po ich minie wiedziałam, że nic więcej nie wskóram.
- Zapomnijcie! Nawet nie wiecie jakie to niebezpieczeństwo! Czy wyście powariowały?! – pierwsza z ochrzanem ruszyła mama dziewczyn.
Nie mówiłyśmy już nic tylko wkurzone poszłyśmy do pokoju Ani.
- Kur*a! – rzuciła Ola, jak tylko zamknęłam drzwi.
Siedziałyśmy dłuższą chwilę na łóżku wpatrując się w turkusową pościel.
Nagle z wielkim rozmachem podniosłam głowę, a w moich oczach pojawił się cień nadziei.
- Co? – spytała Ann.
- Eh, to głupie… - stwierdziłam.
- No mów! – krzyknęły obie.
- Czy naprawdę chcecie, żeby te wakacje były pełne odpałów?
- Głupie pytanie, kochana!
- Ale mogą być konsekwencje… niezbyt ciekawe… - mówiłam zastanawiając się czy to co mówię ma w ogóle jakikolwiek sens.
- Powiesz wreszcie? – niecierpliwiły się, a na twarzy Anki pojawiło się to podniecenie, które pojawiało się zawsze gdy miałyśmy głupie pomysły… Tak, bałam się tego, co może wydarzyć się po tym jak ujawnię im mój kolejny, chory plan…
 

 
  • awatar Layla...♥: Fajny blog. Zapraszam do mnie.♥
  • awatar LOOKBOOKY: pisz nadal! jest fajowy! taaak w ogole jak masz chwile zobacz moje nowe stylizacje ombre i ćwiekowe :) mozesz napisać swoją opinie :) i jak lubisz tatuaże też wpadaj :* buziaki!
  • awatar Secrets of hurts: Ledwo żeś zaczęła już sobie robisz przerwę !? Haha nie nie Kochana ;] Spinasz się i piszesz mi tu nexta, albo będzie FOCH i zjem budyń łyżeczką ! A w ogóle to proste, że jest booski : * Qikuń xx
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
- Co się stało?! - krzyknęła Ania drżącym głosem widząc mnie zapłakaną, siedzącą na łóżku obok stosu zużytych chusteczek.
- Zerwał ze mną! I to dla tej plastikowej lalki! - krzyczałam przez łzy. Ania już nic nie mówiła, po prostu mnie przytuliła. Wiedziała, ile on dla mnie znaczy... znaczył. Dlaczego w życiu jest tak, że jak tylko szczęście zawita do naszych serc to od razu znika, ulatnia się, odchodzi...?
Czy takie coś jak szczęście w ogóle istnieje?
Może to jedynie kilka chwil, które zdają się być radosne, wtedy kiedy niczym się nie martwimy, cieszymy się życiem, bo mamy obok siebie tą wyjątkową osobę, która jest dla nas kimś więcej niż ktokolwiek i cokolwiek...?
Czułam pustkę, niewyobrażalną, miażdżącą pustkę, której nie było w stanie zapełnić nic. Kompletnie nic. Kocham Go? - Tak. Ale czemu?! Po tym wszystkim... po tym jak mnie zranił, dlaczego te cholerne uczucia są tak, tak... silne. Teraz 'jutro' wydaje się całkiem bezbarwne, takie nie mające sensu... Bo masz świadomość, że to co było już nie wróci. Nie będę mogła usiąść z Nim na ławce, wieczorem, przy świetle latarni, czując Jego bliskość. Patrząc, jak płatki śniegu leniwie opadają z nieba. Nic już nie będzie takie samo.
- Nie jest ciebie wart - z wewnętrznego monologu wyrwał mnie jej głos.
Tak... To właśnie Ania była osobą, która zawsze przy mnie była. Gdy byłam szczęśliwa - cieszyła się razem ze mną, a gdy łzy mimowolnie spływały po policzkach - również płakała. To jest właśnie to co nikt mi nie odbierze - przyjaźń.
Prawdę mówiąc nie wiem, co bym zrobiła gdyby nie One, te dwie wariatki. Ale własnie za to je kocham. Bo one mnie nigdy nie zostawią, tak samo jak ja ich. Jesteśmy jak siostry. Nic nie jest w stanie nas poróżnić. Najdłuższa kłótnia? - 5 min.

***

Nazajutrz obudziłam się i jeszcze nie do końca byłam świadoma, co tak naprawdę się stało. Nawet nie wiem, kiedy zasnęłam.
'Muszę' - wmawiałam sobie i w końcu wstałam z łóżka, aby zacząć to nowe życie... Ubrałam rurki i koszulkę w paski. Na głowie uformowałam niechlujnego koka i zeszłam na dół.
- Cześć - powiedziała na powitanie moja wiecznie uśmiechnięta mama - siadaj, zrobię ci śniadanie. Na co masz ochotę?
- Obojętnie. - rzekłam, niezbyt obchodziło mnie cokolwiek, co działo się dookoła mnie.
Prawdę mówiąc przeraża mnie bariera jaka dzieli mnie i moją mamę. Niby nie kłócimy się, tak jak to zazwyczaj jest w wieku 17 - u lat, ale nasze rozmowy ograniczają się jedynie do zwykłego 'jak w szkole'. Nie potrafię zrozumieć co zmieniło się od czasu gdy byłam jeszcze małą dziewczynką, która nie znała świata, dla której wszystko było takie łatwe... dla której problemy nie istniały. Przestałyśmy ze sobą rozmawiać. Kiedyś znała każdy szczegół mojego życia. Czasami żałuję, że nie mogę tak po prostu do niej podejść i wypłakać się w jej objęciach. Ona przecież nic o mnie nie wie... Dalej myśli, że jestem tą jej grzeczną, małą córeczką. Szkoda, że tak bardzo by się rozczarowała, gdyby dowiedziała się prawdy. Nie jestem taka, jaką chciała żebym była.

***

Gdy zjadłam śniadanie, a raczej mozolnie żułam coś z talerza postawionego na stole, przez rodzicielkę poszłam do Ani i Oli. Zadzwoniłam do drzwi, które otworzył ich brat - Piotrek.
- Cześć - rzucił z uśmiechem.
- Hej. Pewnie domyślasz się do kogo przyszłam, więc powiesz im, żeby zeszły na dół?
- Okey. - odwrócił się i krzyknął tak, że szturchnęłam go łokciem, żeby już się zamknął.
Nagle w drzwiach pojawiły się Ania i Ola.
- To gdzie idziemy? - powiedziały z uśmiechem.
Cieszyłam się, że starają się oderwać mnie od myślenia o tym wszystkim co wydarzyło się zaledwie wczoraj.
Przez to wszystko zapomniałam o tym, że zaczęły się wakacje. Nie mogę ich przecież zmarnować na myśleniu o takim idiocie! 'Te wakacje będą najlepszymi wakacjami w moim życiu' - postanowiłam.
 

 
  • awatar honeyyy.: mogę prosić o głos w konkursie? :) trzeba przepisać kod i kliknąć głosuję! http://www.nivea.pl/Porady/ext/pl-PL/mezczyzna_marzen#/nivea/web/man/887 proszę:*
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
Są tu jacyś fani tej świetnej serii? Kto przeczytał wszystkie części? : P



PS. jutro pierwszy rozdział opowiadania : P
  • awatar Ada-Simson: JAAAAA!!!! kocham serie Harry Potter (przeczytałam każdą książkę po kilka razy xD) filmy też świetne :)
  • awatar Gość: ja xd wszystko od deski do deski kocham potteraaa ;D mmmmmm <3 potter na prezydenta xd ;D.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›